browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Chcesz być piękna? Cierp!

Posted by on 7 kwietnia 2014

 

Tradycja zdobienia ciała na różne sposoby wiekiem dorównuje historii ludzkości. Szczególnie w tym względzie celujemy my – kobiety. A im bardziej chcemy się podobać sobie i innym, tym częściej sięgamy po pomysły, które nie tylko naszym prababciom, ale nawet naszym mamom w ogóle nie przyszłyby do głowy.

Pierścionki, kolczyki, bransoletki – choćby nawet najpiękniejsze – dziś są czymś całkowicie normalnym. Wybór jest olbrzymi, ceny zróżnicowane, zatem każda z nas bez wątpienia znajdzie wśród nich coś dla siebie. Zdarzają się jednak momenty, kiedy te „zwykłe” środki przestają nam już wystarczać. I czasem dla piękna musimy się nieźle nacierpieć…

 

Ucho i co jeszcze?

Jedną z najpopularniejszych metod upiększania ciała jest piercing, czyli po prostu kolczykowanie. Tradycyjnych przekłuć w płatkach uszu do piercingu się nie zalicza, ale już kolczyk w łuku brwiowym – tak.

Kiedy tak naprawdę pojawiły się pierwsze kolczyki, w zasadzie nie wiadomo. Były obecne w niemal wszystkich kulturach i wszystkich okresach dziejowych, ale początków mody na kolczykowanie można dopatrywać się w starożytności. Wówczas co bogatsi przedstawiciele społeczeństwa ozdabiali swoje uszy złotą i srebrną biżuterią, „pospólstwo” zaś musiało zadowolić się mniej wyrafinowanymi dekoracjami wykonanymi z kości zwierząt lub ptasich piór.

 

Piercing

Fot. 1. Piercing
zdjęcie na lic. CC, autor sunshinecity

Skoro jednak można przekłuwać płatki uszne, to można także inne fragmenty skóry. Ktoś kiedyś uznał, że kolczyk w uchu jest zbyt powszechny i nie robi na nikim większego wrażenia. Narodził się piercing, który polega na wprowadzaniu ozdób – najczęściej tytanowych, ze stali chirurgicznej, teflonu lub bioplastu – w miejsca czasem dość nietypowe.

„Łagodniejsze” formy piercingu obejmują między innymi kolczyki w łuku brwiowym, pępku (a raczej tuż pod lub nad nim), nosie, wardze czy języku. Amatorzy bardziej radykalnych modyfikacji fundują sobie biżuterię w języku, sutkach (niektórzy twierdzą nawet, że zwiększa to ich doznania erotyczne) czy… w miejscach intymnych!

Problem z piercingiem polega na tym, że wraz ze wzrostem jego popularności wśród młodych ludzi nie idzie świadomość konsekwencji. O ile przekłucie uszu jest prostym, niemal bezbolesnym zabiegiem, który – wykonany w prawidłowych warunkach – w zasadzie nie grozi żadnymi komplikacjami, o tyle powikłania po piercingu przeprowadzonym niefachowo lub bez zachowania wystarczającej higieny mogą być dość poważne. Tym bardziej, że otwory w niektórych – szczególnie tych bardziej „nietypowych” – miejscach goją się nawet miesiącami i wymagają szczególnej dbałości.

Warto też wiedzieć, że jeśli ktoś proponuje nam piercing (poza, rzecz jasna, tradycyjnym przekłuwaniem uszu) za pomocą tak zwanego pistoletu, to lepiej trzymać się od takiego „specjalisty” z daleka. Pistoletu w piercingu nie stosuje się w ogóle, ponieważ poważnie uszkadza on tkankę skórną, co znacznie utrudnia (a nawet – uniemożliwia!) gojenie się rany Dlatego stosuje się zawsze specjalną igłę lub wenflon, a czasem skalpel chirurgiczny.

Oczywiście skoro piercing, to i biżuteria. Tu zdecydowanie królują różnego rodzaju pierścienie i sztangi. I choć wydaje się, że to proste kształty, to amatorzy takich ozdób zdecydowanie mogą liczyć na wyobraźnie jubilerskich mistrzów, którzy nawet z najbardziej prozaicznych elementów potrafią wyczarować prawdziwe cuda!

 

Zrób sobie ciało

Podświadomą potrzebę ciągłego poprawiania własnego ciała mamy w sobie chyba wszyscy. Pierwsze skojarzenie z tym tematem to oczywiście operacje plastyczne, ale nie o nich będzie mowa. Otóż wspomniany wcześniej piercing uznaje się za część nurtu zwanego „body modification”, czyli modyfikacją ciała. Tyle tylko, że jest on chyba jedną z najłagodniejszych jego form!

Mówiąc najogólniej: „body modification” ma na celu stałe (lub przynajmniej utrzymujące się przez dłuższy czas) zniekształcenie ciała, co – przynajmniej w zamyśle – ma nieść ze sobą skutki estetyczne. Mocno protestują przeciwko takim praktykom środowiska lekarskie, czemu zresztą trudno się dziwić – bo o ile tunele w uszach nie wywołują już niczyjego zdziwienia, o tyle nacinanie i odcinanie fragmentów ciała, celowa deformacja kości czy wszczepianie pod skórę nieprzebadanych i niezatwierdzonych medycznie implantów może być zwyczajnie niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia. Nie mówiąc już o tym, że w skrajnych przypadkach bywa objawem groźnych zaburzeń psychicznych.

Modyfikacje ciała

Fot. 2. Modyfikacje ciała
zdjęcie na lic. CC, autor izatrini_com

Wróćmy jednak do meritum. Wśród najpopularniejszych zabiegów „body modification” znajduje się implantacja, czyli wspomniane wszczepianie pod skórę rozmaitych elementów. Mnóstwo przykładów tego typu modyfikacji można znaleźć w internecie. Zwykle są to rozmaite „wstawki” mające mniej lub bardziej uwypuklić niektóre części ciała lub zmienić ich kształt. Często bywają one łączone z elementami biżuteryjnymi. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, przykładem mogą być chociażby „rogi”, czyli wszczepione pod skórę czaszki (najczęściej w okolicy czoła) silikonowe elementy – skóra je otaczająca może być ozdobiona błyszczącymi sztyftami, a nawet… kamieniami szlachetnymi!

 

Kto się boi dentysty?

Czasy, gdy wizyta w gabinecie stomatologicznym kojarzyła nam się wyłącznie z bólem i „zgrzytaniem zębów” dawno już minęły. Nowoczesne technologie dostępne w większości przychodni pozwalają nam czuć się bezpiecznie i komfortowo. Ale – jako się rzekło – „body modification” to zabiegi od medycyny dalekie, zatem próżno spodziewać się ich w dentystycznych gabinetach. Niemniej jednak modyfikacje zębów robią ostatnio oszałamiającą karierę.

O ekstremalnych zmianach, takich jak barwienie uzębienia na ekstremalne kolory czy nadawanie zębom nienaturalnych kształtów mówić tu nie będziemy. O dziwo jednak jest taki zabieg, który faktycznie – w przeciwieństwie do większości zmian w ramach „body modification” –  można przeprowadzić w gabinecie dentystycznym. To zakładanie biżuterii nazębnej.

Ozdoby tego tego typu biją ostatnio rekordy popularności. Zwykle są to malutkie arcydzieła biżuteryjne wykonane z żółtego lub białego złota czy szlachetnych kamieni, ogromnym powodzeniem cieszą się też kryształki Svarovskiego. Ich aplikacja jest na szczęście procesem całkowicie bezpiecznym i raczej bezbolesnym, a na dodatek – odwracalnym. Nie jest za to tania, bo zarówno zabieg, jak i ozdoby trochę kosztują, ale czego nie robi się dla urody? Z dwojga złego zresztą lepiej, by cierpiała nasza kieszeń niż my same…

 

Ach, ten w oku błysk…

Najnowsza moda to wszczepianie ozdób w… gałkę oczną. Bezpieczeństwo takiego zabiegu nie zostało w żaden sposób potwierdzone, toteż dotąd legalnie można go przeprowadzić w stosunkowo niewielu miejscach – między innymi w niektórych częściach Stanów Zjednoczonych oraz w Holandii. Idea polega na umieszczeniu pomiędzy spojówką a twardówką oka malutkiego (około 3,5 milimetra średnicy) implantu biżuteryjnego wykonanego z platyny.

Ozdabianie gałki ocznej1

Fot. 3. Ozdabianie gałki ocznej
zdjęcie na lic. CC, autor izatrini_com

Najpopularniejsze wzory to podobno serduszko, gwiazdka i półksiężyc, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać coś innego. Tyle tylko, że sam proces wszczepiania ozdoby jest – po pierwsze – dość skomplikowany, a po drugie – niebezpieczny. Nie są też do końca znane jego konsekwencje. W prawdzie sama platyna jest metalem obojętnym dla organizmu ludzkiego, niemniej jednak nawet chwilowe rozdzielenie spojówki i twardówki i umieszczenie pomiędzy nimi obcego ciała może w przyszłości prowadzić do pogorszenia wzroku, a w skrajnych przypadkach – nawet utraty oka!

Lekarze są bardzo sceptyczni wobec tej nowej mody, ale – ponieważ zabiegi są bardzo drogie (kosztują kilka tysięcy dolarów) a popyt na nie coraz większy, to nie brakuje medyków chętnych do ich prowadzenia. Podobne modyfikacje wykonują też czasem osoby zawodowo zajmujące się „body modification”, ale jeśli w ogóle warto ryzykować, to zdecydowanie lepiej chyba zaufać doświadczonemu chirurgowi ocznemu.

 

Ozdabianie gałki ocznej2

Fot. 4. Ozdabianie gałki ocznej
zdjęcie na lic. CC, autor satragon

Wszystko to jednak zaledwie drobny wycinek dzisiejszych możliwości. Przed tymi, którzy szukają niekonwencjonalnych sposobów zdobienia swojego ciała i poprawiania urody stoją setki opcji – bolesnych i bezbolesnych, trwałych i chwilowych, bezpiecznych i niebezpiecznych… Można wybierać. Jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji warto zastanowić się kilka razy, bo często konsekwencje takich zabiegów są niebezpieczne i nieodwracalne.

 

Tekst: Anna Kunicka

 

Zdjęcia na licencji:

Fot. 1. Piercing (zdjęcie na lic. CC, autor sunshinecity)
http://www.flickr.com/photos/sunshinecity/2330220206/sizes/m/in/photostream/
 
Fot. 2. Modyfikacje ciała (zdjęcie na lic. CC, autor izatrini_com)
http://www.flickr.com/photos/izatrini/4425905148/sizes/m/in/photostream/
 
Fot. 3. Ozdabianie gałki ocznej1 (zdjęcie na lic. CC, autor izatrini_com)
http://www.flickr.com/photos/izatrini/4425140299/sizes/m/in/photostream/
 
Fot. 4. Ozdabianie gałki ocznej2 (zdjęcie na lic. CC, autor satragon)
http://www.flickr.com/photos/tvojta/9763910/sizes/m/in/photostream/
 

One Response to Chcesz być piękna? Cierp!

  1. KodyMody

    mocne, trzeba być prawdziwą twardzielką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *