browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Liturgia ozłocona

Posted by on 31 marca 2014

 

W poszukiwaniu najpiękniejszych – a często najcenniejszych, także z historycznego punktu widzenia – wyrobów złotniczych warto odwiedzić kilka zabytkowych kościołów. Złotnictwo liturgiczne ma wyjątkowo długą tradycję i może pochwalić się naprawdę imponującymi osiągnięciami.

We wznoszonych dziś nowoczesnych kościołach raczej nie znajdziemy malowniczych polichromii i fantazyjnych fresków, bezcennych kandelabrów czy obrazów pędzla największych mistrzów. Ozdobne tabernakulum, pozłacane lub posrebrzane kielichy, a czasem witraże oraz wystawne (przeważnie zresztą tylko „od święta”) szaty liturgiczne – to jedyne oznaki przepychu we współczesnej świątyni. Wszystko inne jest po prostu… zwyczajnie. Od tej reguły istnieją oczywiście wyjątki, ale jest ich stosunkowo niewiele.

Wielu znakomitych architektów zgadza się, że współczesne budownictwo sakralne to po prostu kicz, ale przecież nie o to tu chodzi. Miejsce kultu ma gromadzić wiernych i służyć sprawom duchowym. Kwestie estetyczne nie są tu najważniejsze. Zgoła inaczej sprawa wyglądała jednak przed wiekami…

 

Ołtarz Wita Stwosza

Mówiąc o zdobnictwie kościelnym trudno nie rozpocząć od legendarnego ołtarza – a raczej jego nadstawy, czyli części dekoracyjnej – znajdującego się w Kościele Mariackim w Krakowie. To arcydzieło sztuki sakralnej jest jedynym tego kalibru wytworem artystycznym w Europie i jednym z niewielu na świecie. A wszystko zaczęło się od… katastrofy budowlanej!

W 1442 roku zawaliło się sklepienie prezbiterium kościoła, niszcząc dotychczasowy ołtarz. Nie wiadomo, czym zastąpiono go na następne 35 lat, ale w 1477 roku ściągnięto do Krakowa niespecjalnie znanego rzeźbiarza z Norymbergi i zlecono mu wykonanie nowej nadstawy. Wit Stwosz miał wówczas 30 lat i tak do końca nie wiadomo, co zadecydowało o zatrudnieniu właśnie jego – nie legitymował się jeszcze wtedy żadnym znaczącym dorobkiem.

Tak czy inaczej Stwosz przystąpił do pracy, która jemu i jego podwładnym zajęła aż 12 lat. Efekt końcowy przeszedł najśmielsze oczekiwania zarówno zleceniodawców, jak i Krakowian hojnie wspierających finansowo powstawanie ołtarza.

 

Ołtarz Wita Stwosza

Fot. 1. Ołtarz Wita Stwosza
zdjęcie na lic. CC, autor Henryart

 

Dzieło mierzy 11 na 13 metrów, a najwyższe postacie na nim przedstawione mają ponad 2,7 metra wzrostu. Nieprawdopodobna dbałość o szczegóły, olbrzymia ilość – na pierwszy rzut oka niedostrzegalnych – detali i wielki kunszt artysty dosłownie zapierają dech w piersiach.

Całość jest polichromowana oraz złocona, a dziś – bezcenna. I chociaż trudno mówić o tym wyjątkowym dziele norymberskiego mistrza w kategoriach sztuki złotniczej, to niewątpliwe żadna opowieść o zdobnictwie sakralnym nie może się bez niego obejść.

 

Święty Graal

Wielu uważa, że Święty Graal nigdy nie istniał, inni twierdzą, że to jedynie symbol i w rzeczywistości może oznaczać wszystko – począwszy od glinianego naczynia, poprzez Całun Turyński, na Marii Magdalenie skończywszy. Chrześcijańska tradycja jednakże twardo stoi na stanowisku, że był to „przesławny”, ozdobny kielich, w którym Chrystus dokonał podczas Ostatniej Wieczerzy przemienienia wina w krew.

Losy kielicha nie są znane. Istnieje hipoteza, że trafił on do Stolicy Piotrowej, gdzie opiekowali się nim kolejni papieże, by wreszcie zaginąć w tajemniczych okolicznościach. Ponoć istnieją średniowieczne manuskrypty dowodzące, że odnalazł się w hiszpańskich Pirenejach, a ostatecznie spoczął w słynnej katedrze „Seu” w Walencji, w której może znajdować się do dziś – tyle tylko, że nie potrafimy go rozpoznać.

Nie wiemy jak wyglądał Święty Graal – o ile oczywiście nie jest on tylko legendą. Awanturnicze powieści i hollywoodzkie filmy każą nam jednak wierzyć, że był to kielich zaiste drogocenny – najprawdopodobniej złoty i wysadzany najdroższymi kamieniami szlachetnymi. Podobnie zresztą przed wiekami uważali chyba sami duchowni, bo to rozumienie Graala na długo znalazło swoje odbicie w „liturgicznej rzeczywistości”.

Według tradycji chrześcijańskiej kielich jest jednym z „najgodniejszych naczyń liturgicznych” ze względu na swoją funkcję. Przez lata zmieniały się sposoby jego wykonania ale niemal zawsze był misternie zdobiony. Czasem wykonany ze srebra lub złota, często opatrzony drogocennymi klejnotami – miał być symbolem czci oddawanej Bogu w Trójcy Jedynemu.

 

Gotycki kielich mszalny

Fot. 2. Gotycki kielich mszalny
zdjęcie na lic. CC, autor Marie-Lan Nguyen

 

Wśród polskich zabytków tego typu zdecydowanie warto wyróżnić kielich z daru króla Kazimierza Wielkiego dla kościoła kanoników regularnych w Trzemesznie. Pochodzi z 1351 roku i wykonany jest ze złoconego srebra oraz emalii. Dziś znajduje się w zbiorach muzeum Zamku Królewskiego w Krakowie.

Do najcenniejszych eksponatów w skali świata zalicza się natomiast słynny kielich księcia Tassilona, pochodzący najprawdopodobniej z lat 770-790 . Jest wykonany z brązu, posrebrzany i pozłacany. Jego powierzchnię pokrywają bogate ornamenty oraz przedstawienia figuralne stworzone między innymi metodami: sztancowania, grawerowania i rytu wgłębnego.

Dziś kielich znajduje się w opactwie w austriackim Kremsmunster.

 

Monstrancje

Obok kielicha monstrancja pełni najważniejszą rolę w liturgii. Jej zadaniem jest ukazanie wiernym Ciała Pańskiego, by mogli je adorować. Z tego względu – podobnie, jak i kielich – musi godnie pełnić swoją funkcję. Oznacza to zwykle, że jest przedmiotem wyjątkowo ozdobnym choć sam jej kształt zmieniał się na przestrzeni wieków.

 

Część średniowiecznych monstrancji przypominała nieco kościelne wieże lub całe kościoły gotyckie. W baroku przyjęła się natomiast forma, która – z niewielkimi zmianami – obowiązuje w zasadzie do dziś: otoczonego promieniami słońca lub – nieco rzadziej – krzyża albo serca.

 

Bez wątpienia najważniejszym zachowanym do dziś zabytkiem tego typu w Polsce jest monstrancja z kościoła Bożego Ciała w Poznaniu. Powstała na terenie Prus Zakonnych około 1400 roku, została ponoć zdobyta przez żołnierzy króla Władysława II Jagiełły, który następnie przekazał ją wspomnianemu kościołowi.

 

„Monstrancja Jagiełły” jest przykładem niezwykłego kunsztu złotniczego, jaki objawiał się w sztuce sakralnej. Ma charakter gotycki (częściowo też neogotycki) i jest wykonana ze złoconego srebra. Do jej stworzenia użyto także szkła, almandynów (rodzaj minerałów) i kryształów.

 

Tiara papieska

 

Chyba najbardziej charakterystycznym i powszechnie rozpoznawalnym przejawem złotnictwa w kościele jest papieskie nakrycie głowy. Papieska tiara początkowo nie była prawdopodobnie zbyt wystawna, chociaż do końca nie wiemy jak wyglądała. Z zachowanych opisów nie wynika, by była bogato zdobiona, ale – co ciekawe – już w Księdze Wyjścia Bóg nakazał przygotowanie dla kapłana Aarona złotego diademu przewiązanego fioletowym sznurem z purpury.

Pierwsze wzmianki o zdobieniu tiary pochodzą dopiero z X wieku i mowa jest w nich o pojedynczym diademie królewskim. Dopiero papież Bonifacy VIII po roku 1295 dodał kolejny diadem, choć nie wiadomo właściwie dlaczego. Informacja o trzecim pojawia się natomiast mniej więcej 20 lat później. Biorąc pod uwagę, że pontyfikat Bonifacego VIII dobiegł końca w 1303 roku, kolejne zdobienie dodano zapewne za sprawą któregoś z jego następców: zasiadającego na papieskim tronie zaledwie nieco ponad pół roku Benedykta IX lub Klemensa V.

 

Monstrancja Jagiełły

Fot. 3. Monstrancja Jagiełły
zdjęcie na lic. GNU

 

W tej formie – opatrzona trzema diademami wysadzanymi perłami oraz kamieniami szlachetnymi i zwieńczona małym krzyżem – zachowała się korona papieska do 1965 roku. Ówczesny papież Paweł VI przekazał swoją tiarę na cele charytatywne, a jego następcy zrezygnowali z używania tego drogocennego insygnium. Aż do pontyfikatu Benedykta XVI funkcjonowało ono jednak w godle Watykanu.

Warto wspomnieć, że chociaż zwyczajowo mówi się o pojedynczej tiarze, to do dziś zachowało się co najmniej 20 różnych egzemplarzy. Jedenaście przechowywanych jest w Watykanie, zaś kilka innych można oglądać między innymi w bazylikach w Stanach Zjednoczonych.

Złotnictwo liturgiczne to jednak nie tylko kielichy, monstrancje i tiary. Do dziś w muzeach całego świata oglądać można między innymi drogocenne pierścienie i sygnety, zdobione najprzedniejszymi klejnotami krucyfiksy, misternej sztuki ozdoby szat liturgicznych, a także mniej istotne przedmioty kościelnego użytku. Wiele z nich dorównuje lub przewyższa kunsztem wykonania i wartością nawet skarby największych królów…

 

Tekst: Anna Kunicka

 

Licencje do zdjęć:

Fot. 1. Ołtarz Wita Stwosza (zdjęcie na lic. CC, autor Henryart)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Gothic_altar_veit_stoss.jpg
 
Fot. 2. Gotycki kielich mszalny (zdjęcie na lic. CC, autor Marie-Lan Nguyen)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Chalice_Pizino_MBA_Lyon_L689.jpg
 
Fot. 3. Monstrancja Jagiełły (zdjęcie na lic. GNU)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Monstrancja_Jagie%C5%82%C5%82y.JPG
 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *