browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Tropami kapitana Kidda czyli dalsze losy pirackich łupów

Posted by on 17 marca 2014

 

O nieprzebranych skarbach piratów krążą legendy. Wśród nich na wyobraźnię szczególnie mocno działa ta o złocie kapitana Kidda. Obwołany piratem wszech czasów William Kidd miał ponoć pozostawić po sobie bogactwa, o jakich nawet nam się nie śniło. Skarbu Kidda nie udało się dotąd odnaleźć, a losy pirackich łupów okryte są niejedną tajemnicą.

Legenda o ukrytym skarbie kapitana Kidda do dziś jest żywa – jego poszukiwania wciąż trwają, a zaangażowali się w nie nawet… naukowcy z Indiana University!

 

Pirat mimo woli

William Kidd urodził się w bogatej szkockiej rodzinie w 1701 roku i przez wiele lat nic nie zwiastowało, że mógłby kiedyś „zejść na złą drogę”. Gdy miał pięć lat, stracił ojca. Wydarzenie to mocno odbiło się na finansach rodzinnych, w konsekwencji zmuszając chłopca do podjęcia pracy. Młody Kidd zaciągnął się na statek, by następnych 30 lat spędzić na morzu. Ciężko i uczciwie pracował, tym samym zjednując sobie uznanie przełożonych i awansując na kolejne szczeble drabiny żeglarskiej hierarchii.

Szczęśliwym zrządzeniem losu pewnego dnia – już po wybuchu wojny angielsko-francuskiej – natrafił na francuski okręt, który udało mu się zdobyć dzięki olbrzymiej pomysłowości. Zyskał wówczas wielkie poważanie i powszechny szacunek. W wieku 45 lub 46 lat ożenił się z 20-letnią wdową i osiadł w Nowym Jorku. Wielokrotnie, na zlecenie władz, wyprawiał się jednak w morze w celu… polowania na piratów!

 

Piraci

Fot. 1. Piraci
zdjęcie na lic. CC, autor twelves

Jedna z takich wypraw okazała się jednak feralna. Kidd miał wybrać się na największą obławę przeciwko piratom w dotychczasowej historii. Wyposażony w odpowiednie fundusze dobrał najlepsza załogę, jednak tuż po wyjściu z portu jego statek „Adventure Galley” został zatrzymany, a załoga zmuszona do przejścia w służbę dla Royal Navy. Kapitan zawrócił do portu, aby uzupełnić załogę, jednak – z ograniczonymi funduszami i zbyt późno – nie miał już wielkiego wyboru. W efekcie okręt został obsadzony w większości byłymi  (lub czynnymi, ale ukrywającymi się) piratami. Miało to pociągnąć za sobą brzemienne skutki…

Tuż po ponownym wypłynięciu z portu okazało się, że nowy statek przecieka, zaś niedługo później spora część załogi wymarła w wyniku epidemii cholery. Na dodatek nie udało się „upolować” żadnych okrętów pirackich. Pozostała przy życiu załoga podniosła bunt, co doprowadziło Kidda do podjęcia dramatycznej decyzji – decyzji o ataku na statek handlowy. Statek był hinduski, tym samym więc kapitan zadarł z Brytyjską Kampanią Wschodnioindyjską, a więc i całym Imperium Brytyjskim – stając się w efekcie wyjętym spod prawa piratem.

Co ważne, podczas procesu Kidd wielokrotnie podkreślał, że o wielu wydarzeniach i zachowaniach swojej załogi zwyczajnie nie wiedział, a jeśli wiedział – to zawsze starał się aktywnie karać winnych. Nie zmienia to jednak faktu, że w pokazowym procesie został skazany na śmierć, zaś jego ciało zawieszono w stalowej klatce nad Tamizą, aby stanowiło przestrogę dla wszystkich tych, którzy chcieliby wstąpić na drogę piractwa. Tak narodziła się legenda…

 

Fakty i mity

Mówiąc o Williamie Kiddzie należałoby jeszcze wspomnieć o dwóch istotnych sprawach. Otóż – po pierwsze – jego wyprawy, które przeistoczyły się ostatecznie w pirackie, były zlecane przez urzędników i przedstawicieli wyższych sfer i miały się w zasadzie odbywać w świetle prawa. Tyle tylko, że okazały się efektem zwyczajnego łapówkarstwa, o czym kapitan nie wiedział. Po drugie zaś – podczas procesu zaginęły dokumenty świadczące o jego niewinności, a wraz z nimi znaczna część łupów, które Kidd ponoć planował zwrócić skarbowi państwa!

Jakby jednak na to nie patrzeć, spektakularny proces kapitana Kidda i powtarzane bezkrytycznie plotki sprawiły, że o jego bogactwie zaczęto mówić bardzo szeroko. Nie on jeden jednak przyczynił się do powstania licznych legend o skarbach piratów –  podobne opowieści krążyły już w środowisku ich samych! Tymczasem w rzeczywistości „tych bogatych” piratów była zaledwie garstka, za to roznoszone pocztą pantoflową mity przyciągały na morze całe rzesze niedoświadczonych amatorów szybkiego wzbogacenia się i wielkiej przygody. Ci rzadko kiedy „mieli co do garnka włożyć”.

 

Kapitan Kidd w popkulturze

Fot. 2. Kapitan Kidd w popkulturze
zdjęcie na lic. CC, autor Harald Haefker

Wprawdzie faktycznie kilku słynnych piratów zgromadziło potężne majątki, ale przeciętny kapitan – nie mówiąc już o zwykłym marynarzu – musiał zmagać się z niezbyt dobrze rokującą na przyszłość codziennością. Znany jest na przykład przypadek pirata, który przez długi czas nie wiedział co zrobić z przejętym ładunkiem, bowiem okazało się, że zdobył statek pełen… guano.

Przyjęło się, że pirackie łupy to przeważnie złoto i srebro, kamienie szlachetne, klejnoty, perły czy drogocenne tkaniny. Nic bardziej błędnego – o wiele łatwiej (i zdarzało się to o wiele częściej) było przechwycić okręt załadowany zwyczajnym tytoniem czy – nieraz psującym się już – jedzeniem. Zysk z tego niewielki, a i o romantycznej przygodzie trudno mówić…

Niemniej jednak historia odnotowuje kilku śmiałków, którzy mogli pochwalić się nie byle jakimi sukcesami.

 

Pirackie łupy

Kapitan William Kidd część swego łupu ponoć zakopał, a część zatopił. Miały się nań składać głównie drogocenne kamienie oraz wielkie ilości złota. Jak było naprawdę – nie wiemy, bo legendarnego skarbu nie udało się dotąd nikomu odnaleźć. Wiemy natomiast o spektakularnych wyczynach innych znanych piratów.

Oto niejaki John Avery, znany także jako Hanry Avery lub Długi Ben – pochodzący z angielskiego Plymouth bohater wielu opowiadań i sztuk teatralnych – zdobył skarb Wielkiego Mogoła. Były to skrzynie pełne klejnotów oraz beczki wypełnione złotem i srebrem w postaci monet, warte w sumie ponad 600 000 funtów. W trakcie podziału zdobyczy na każdego uczestnika wyprawy przypadło aż 1000 funtów. Co ciekawe, sam Avery zaraz potem powrócił na Karaiby, gdzie wiódł spokojne i dostatnie życie, nie imając się dłużej pirackiego procederu. Nie wiadomo, jak długo żył i jak skończył, zaś cały łup został przecież „rozczłonkowany” pomiędzy kilkaset osób.

Złoto piratów

Fot. 3. Złoto piratów
zdjęcie na lic. CC, autor cloveride

Równie ciekawy jest przypadek kapitana Chrisophera Condenta. Ten brutalny i bezlitosny pirat w okolicy Bombaju przejął arabski okręt pełen złota i srebra. Podobnie, jak Avery, Condent podzielił się sprawiedliwie ze swoją załogą – każdy jej członek otrzymał prawie 2 000 funtów. Sam Condent również porzucił piracki proceder, kupując amnestię od gubernatora Mauritiusa. Ponoć do samego końca prowadził już uczciwe życie.

Na indyjskim szlaku wzbogacił się również inny pirat – Thomas Tew. Przechwycił tam okręt przewożący złoto, srebro i drogocenne klejnoty. Jak dwaj wspomniani wcześniej kapitanowie – Tew również podzielił łup wśród załogi. Na głowę przypadło po 3 000 funtów. Sam Tew niedługo potem zginął podczas walki morskiej.

Przypadków podobnych do opisanych powyżej jest więcej, ale nie – w gruncie rzeczy – niezbyt wiele. Trzeba też zdać sobie sprawę z bardzo ważnego faktu: 3000 funtów to zarobki, na które szeregowy żeglarz czy marynarz musiałby w owych czasach pracować przez 200 lat! Zdobyte w ciągu kilku godzin – musiały rozpalać wyobraźnie, a wieść o nich szybko roznosiła się po świecie, z ust do ust nabierając rozmachu i budując legendy o nieogarnionych skarbach piratów.

 

Odkryć tajemnicę

Mówiąc o losach pirackich łupów i posiłkując się znanymi legendami, należałoby wysnuć romantyczną opowieść o wspaniałych klejnotach, biżuterii i starożytnych artefaktach odnalezionych w zatopionych wrakach. Niestety, rzeczywistość jest znacznie mniej spektakularna. Jako się rzekło – poza nielicznymi „piratami sukcesu” (by sparafrazować współczesne określenie „ludzie sukcesu”) większość grasujących po wodach i oceanach łupieżców ani nie mogła wykazać się znaczącymi osiągnięciami w swojej „branży”, ani nawet specjalnie cieszyć się codziennością. Zdobyć jedzenie i uniknąć „polowania” – ot, cały sens życia pirata.

Byli jednak tacy, którzy faktycznie zgromadzili oszałamiające dobra i dziś tych dóbr wciąż się poszukuje. Część z łupów została podzielona pomiędzy załogi, zatem nigdy już raczej się nie dowiemy co dokładnie wchodziło w ich skład, nie mówiąc już o wyśledzeniu poszczególnych przedmiotów, które wielokrotnie zmieniały swoich właścicieli. Można przypuszczać, że wiele z nich dziś znajduje się w muzeach lub prywatnych kolekcjach.

Część „skarbów” jednak udaje się odnaleźć. Kilka lat temu odkryto między innymi wrak statku Whydah, którego kapitanem był słynny „Czarny Sam” Bellamy. Bellamy chciał wypaść jak najlepiej na swoim ślubie, a do tego potrzebował majątku. Zajął się więc piractwem i błyskawicznie udało mu się wzbogacić. Niestety, w 1717 roku jego okręt zatonął, a wraz z nim załoga. Na pokładzie znajdowało się ponad 4,5 tony złota i srebra. Poszukiwania skarbu – uwieńczone sukcesem – trwały kilka lat, a udokumentowała je telewizja National Geographic.

W wakacje 2011 roku grupa amerykańskich archeologów odkryła natomiast u wybrzeży Panamy wrak statku należącego do Henry’ego Morgana – osiemnastowiecznego walijskiego pirata w służbie króla Anglii Karola II. Morgan zasłynął przede wszystkim tym, że zajmował i grabił kubańskie miasta, choć brał też udział w licznych walkach na wodzie. We wraku znaleziono tajemniczy kufer zawierający pirackie skarby.

Jedno z najbardziej spektakularnych znalezisk miało natomiast miejsce w 2005 roku na chilijskiej Wyspie Robinsona Crusoe. Ponoć w 1715 roku hiszpański żeglarz Juan Echeverria zakopał tam skarb odebrany piratom. Później skarb ten został przeniesiony przez kolejnego żeglarza – Brytyjczyka, Corneliusa Webba – w inne miejsce. Legenda okazała się oszałamiająco wręcz prawdziwa. Znaleziono około 800 ton kosztowności, w tym biżuterii, klejnotów, a przede wszystkim złota i srebra, o łącznej wartości ponad 10 miliardów dolarów. To się nazywa skarb!

Poszukiwania pirackich łupów trwają nieprzerwanie. Czasem nawet nurkowie amatorzy znajdują gdzieś w odmętach mórz i oceanów drobne przedmioty mogące pochodzić z pirackiego procederu. Chociaż znaleziska takie jak w Chile są niezmiernie rzadkie, to poszukiwacze – a wraz z nimi liczne grono wielbicieli pirackich tajemnic – nie tracą nadziei. Jest więc szansa, że prędzej czy później znów uda się potwierdzić kolejną legendę.

Jedno jednak można stwierdzić ze sporą dozą prawdopodobieństwa. Jeśli posiadasz drogocenną biżuterię, która trafiła do Twojej rodziny w XVII lub XVIII wieku –  a więc w czasach złotej ery piractwa –  to wcale nie jest wykluczone, że może ona pochodzić właśnie z podziału łupów. I kto wie, być może Twój ulubiony pierścionek to przetopione wielokrotnie złoto, które ponad 300 lat temu płynęło na statku kapitana Kidda…?

 

Tekst: Anna Kunicka

 

Zdjęcia na licencji:
Fot. 1. Piraci (zdjęcie na lic. CC, autor twelves)
http://tinyurl.com/qj5y8af
Fot. 2. Kapitan Kidd w popkulturze  (zdjęcie na lic. CC, autor Harald Haefker)
http://www.flickr.com/photos/harald-haefker/7592942402/sizes/c/in/photostream/
Fot. 3. Złoto piratów (zdjęcie na lic. CC, autor cloveride)
http://tinyurl.com/pqcw5oo
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *