browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Zaginione skarby polskich władców

Posted by on 10 marca 2014

 

Licząca sobie ponad dziesięć wieków historia Polski obfituje w niewyjaśnione wydarzenia i nierozwiązane do dziś zagadki. To historia, w której prawda miesza się z legendą, rzeczywistość z marzeniami, a wielkie skarby potężnych władców przepadają w tajemniczych okolicznościach…

Drogocenne klejnoty skrzące się szlachetnymi kamieniami, złote i srebrne puchary, korony, tiary i berła – to wszystko znamy z muzeów. Rodzimym historykom i archeologom udało się zgromadzić obszerne zbiory wyjątkowo cennych i pięknych eksponatów. Ale trzeba pokornie przyznać, że tak naprawdę są one zaledwie cząstką skarbów, które na przestrzeni wieków towarzyszyły władcom Polski. Skarbów wręcz niewiarygodnych, a wartościowych nie tylko z czysto ekonomicznego punktu widzenia, ale też – czy raczej przede wszystkim – ze względu na symbolikę, na historyczne i kulturowe dziedzictwo określające naszą tożsamość narodową.

 

W poszukiwaniu polskich koron

Opowieść o zaginionych skarbach władców polskich rozpocząć trzeba koniecznie od insygniów królewskich. Wśród tych zachowanych do dziś znajdują się między innymi: miecz koronacyjny Szczerbiec – przechowywany na Wawelu, miecz koronacyjny Augusta III – przechowywany w krakowskim Muzeum Katedralnym czy Polska Korona Cesarska – przechowywana w Moskwie na Kremlu.

Znacznie więcej emocji budzą jednak te regalia, których dotąd nie udało się odnaleźć. Bez wątpienia jednym z najważniejszych jest korona pierwszego króla Polski, Bolesława I Chrobrego. Miała być ponoć wykonana w 1025 roku (a więc w roku koronacji), a 7 lat później wywieziona do Niemiec. Nie wiadomo co się z nią stało ani jak wyglądała. Zaginęła również druga w kolejności z królewskich koron – przygotowana na koronację Bolesława II Szczodrego. Wprawdzie przez pewien czas zdobiła jeszcze głowy jego następców, ale w 1303 roku została – wraz z towarzyszącymi jej pozostałymi insygniami w postaci dwóch srebrnych koron, berła i jabłka królewskiego – wywieziona do Czech, zaś w 1310 roku ślad po niej zaginął. Jak dokładnie wyglądała, również nie bardzo dziś wiemy.

Wiemy natomiast sporo o Koronie Chrobrego, czyli o wykonanej faktycznie dla króla Władysława Łokietka Koronie Uprzywilejowanej. Wspomina o niej kronikarz Jan Długosz, twierdząc – zresztą całkowicie błędnie – że podarował ją pierwszemu polskiemu monarsze cesarz Otton. Korona była zrobiona ze szczerego złota. Składała się z dziesięciu elementów połączonych zawiasami o misternej konstrukcji. Wśród 474 kamieni szlachetnych, którymi wysadzane były owe elementy – każdy zdobiony lilią heraldyczną – znajdowały się szmaragdy, szafiry, rubiny i perły. Aż do 1795 roku ten bezcenny artefakt przechowywano na Zamku Królewskim w Krakowie. Potem trafił do skarbca Hohenzollernów, a w 1809 roku korona – na rozkaz Fryderyka Wilhelma III – została rozebrana: złoto przetopiono na monety, zaś drogocenne klejnoty rozsprzedano. Tym samym najważniejsze polskie insygnium koronacyjne przestało istnieć.

Podobny los, choć z zupełnie innych powodów, spotkał koronę królowej Jadwigi. Po jej śmierci złamano ją na znak żałoby i – najprawdopodobniej – również przetopiono. Zaginęła także korona Władysława Jagiełły, męża Jadwigi Andegaweńskiej. Na jego koronację przygotowano całkiem nowe insygnia, lecz korona została potem skradziona przez Prusaków. Ślad po niej również zaginął.

 

Matejko - Królowa Jadwiga w koronie

Fot. 1. Matejko – Królowa Jadwiga w koronie
zdjęcie na lic. GNU

 

Ten schemat powtarzał się zresztą wielokrotnie: insygnia niszczono, przerabiano, przetapiano, wywożono lub kradziono. Te, które udało się ocalić przechowywane były pod specjalnym nadzorem w Skarbcu Koronnym na Wawelu. Jednak do czasu, bo chociaż zgromadzone w nim precjoza otaczano szczególną pieczą, to i one nie oparły się licznym zakusom kolejnych rabusiów.

Jednym z najsławniejszych okazał się nie kto inny, jak… król Jan II Kazimierz Waza! Nie pytając nikogo o zdanie najzwyczajniej w świecie przywłaszczył sobie część z kosztowności. W 1795 roku Skarbiec ograbili żołnierze Prusacy, a w 1811 – na rozkaz wspomnianego już Fryderyka Wilhelma III, który borykał się z ogromnymi problemami finansowymi – w Królewcu dokonano komisyjnego zniszczenia polskich insygniów królewskich. Wypada jednak dodać, że „zniszczenie” nie jest tu do końca właściwym słowem – wszak wszystko to, co dało się przetopić, przerobiono na monety, a drogocenne klejnoty sprzedano, by ratować mocno nadwątlony budżet pruskiego króla.

 

Szkatuła królewska

 Odrębny akapit należy się tak zwanej „Szkatule królewskiej”. Otóż Izabela Czartoryska, żona księcia Adama Czartoryskiego i kochanka między innymi Stanisława Augusta Poniatowskiego, postanowiła stworzyć w Puławach pierwsze muzeum w Polsce (później stało się ono zaczątkiem słynnego Muzeum Czartoryskich w Krakowie). Chciała także uchronić od zapomnienia i przepadku  regalia, rozpoczęła więc gromadzenie stosownych zbiorów, znanych dziś jako „Szkatuła królewska”.

 

Szkatuła królewska

Fot. 2. Szkatuła królewska
zdjęcie na lic. CC, autot Jannasch

 

W „Szkatule” znajdowały się klejnoty i drogocenne pamiątki po nadwiślańskich władcach oraz kilka eksponatów wprawdzie nie wchodzących w skład regaliów ale równie wartościowych. Były w niej między innymi:

– wykonana ze złota i jedwabiu dewizka od zegarka króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

–  złoty krzyż Anny Jagiellonki wysadzany szafirami

– krzyż pektoralny Zygmunta Starego, zdobiony jaspisami i zawieszony na złotym łańcuchu

–  złoty krzyż pektoralny Zygmunta Augusta wysadzany perłami

–  wysadzany klejnotami złoty naszyjnik Marii Ludwiki

– złoto-srebrny Order Złotego Runa Władysława IV oraz jego dwa złote pierścienie z diamentami i turkusami i jeden srebrny sygnet

–  złoty pierścień Zygmunta Starego

– kieszonkowe zegarki króla Stanisława Leszczyńskiego, królowej Marii Kazimiery i królewicza Jakuba Sobieskiego

–  oraz srebrny zegarek pektoralny po Zygmuncie III.

To zresztą zaledwie niewielka cząstka zawartości legendarnej szkatuły, która sama w sobie również była niezmiernie cennym dziełem sztuki: wykonana z ornamentowanego hebanu, wysadzana szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami oraz wyposażona w złote okucia.

Ze względu na bezpieczeństwo „Szkatuła” została wywieziona do Francji tuż po upadku powstania listopadowego. Przez lata przechowywana była w jednym z paryskich hoteli, by wreszcie – pod koniec XIX wieku – trafić do krakowskiego Muzeum Książąt Czartoryskich. Tuż przed wybuchem II wojny światowej wywieziono ją do Sieniawy i ukryto w znajdującym się tam pałacu Czartoryskich. Niestety, i tym razem nie udało się uchronić wielkiego skarbu: we wrześniu 1939 roku „Szkatuła królewska” została zrabowana przez hitlerowców. Co się stało z nią i zgromadzonymi w niej kosztownościami – do dziś nie wiadomo.

 

Na tropie legendy

Historia skarbów polskich władców zawiera wiele niewiadomych. Wśród nich znajdziemy jednak zarówno opowieści prawdziwe lub przynajmniej prawdopodobne, jak i takie, które póki co trzeba zaliczyć do legend.

Jedna z nich dotyczy dość popularnego celu wycieczek szkolnych – zamku królewskiego w Chęcinach w województwie świętokrzyskim. Otóż przez pewien czas zamieszkiwała tam królowa Bona. W większości kronik opisywano ją jako intrygantkę, manipulantkę i – jakbyśmy dziś powiedzieli – aktywnie korumpująca kogo tylko trzeba było. Faktem jest jednak, że okazała się niesamowicie gospodarna czy też – znów uwspółcześnijmy – miała nieprawdopodobną „głowę do interesów”. Koronowana „bizneswoman” zgromadziła olbrzymie dobra, bo – jak mawiała – „w Polsce dukaty leżą na gościńcu”. A skoro nikt się po nie schylić nie chce, zrobi to ona. Najważniejsze kosztowności Bona próbowała wywieźć ze sobą właśnie z Chęcin, które opuszczała ponoć w olbrzymim pośpiechu. Niestety, zawalił się most i duża ich część zatonęła w Nidzie. Zgodnie z legendą ten skarb wciąż spoczywa gdzieś w okolicy.

Bona Sforza

Fot. 3. Bonda Sforza
zdjęcie na lic. GNU

 

Wyobraźnię poszukiwaczy skarbów rozpala też tajemniczy Międzyrzecki Rejon Umocniony, czyli system fortyfikacji zbudowanych pomiędzy 1934 a 1944 rokiem przez Niemców w celu ochrony wschodniej granicy. Jego częścią są tunele o łącznej – przynajmniej o tych dziś wiemy – długości ponad 30 kilometrów, należące do największych tego rodzaju podziemnych konstrukcji na świecie. Dziś część z tuneli można zwiedzać, jest to jednak niewielki wycinek całości. W 1945 roku Rosjanie odkryli tu skarbiec zawierający wiele drogocennych dzieł sztuki. Ponieważ jednak wciąż tunele nie są do końca zbadane, wielu amatorów tajemnic wierzy, że jeszcze wiele ciekawych eksponatów da się tu odnaleźć – w tym także część zaginionych lub zrabowanych skarbów polskich władców!

Całkowicie legendarny wydaje się natomiast rzekomy skarb króla Władysława Łokietka, ponoć zatopiony w jeziorze w Sadłużku na ziemi kujawskiej. W okolicy tej faktycznie wojska Łokietka toczyły walki z Krzyżakami, a wieść głosi, że gdy przewaga zbrojnych zakonników wydawała się przesądzona postanowiono zatopić w jeziorze skrzynie z olbrzymim skarbem zgromadzonym podczas wojennej wyprawy. Skarbu oczywiście poszukiwali najpierw kolejni właściciele Sadłużka, potem liczni amatorzy tajemnic, ale dotąd nie udało się go odkryć nikomu. Podobno wciąż spoczywa gdzieś tam na dnie…

Bez wątpienia jednak największym nieodkrytym dotąd skarbem jest legendarna już Bursztynowa Komnata. Wprawdzie trudno wiązać ją z polskimi władcami, bo wykonana została na zamówienie króla pruskiego Fryderyka I Pruskiego, ale przecież powstała w gdańskich warsztatach z polskiego bursztynu.  Wiemy, że Komnata była ogromna – ściany o wymiarach 10,5 na 11,5 metra pokryte idealnie dobranymi kawałkami bursztynu, z imponującymi płaskorzeźbami i zdobieniami. Samo jej wykonanie trwało aż 11 lat.

 

Bursztyn bałtycki

Fot. 4. Bursztyn bałtycki
zdjęcie na lic. GNU

 

Bursztynowa Komnata długo nie zagrzała miejsca u króla Fryderyka. Już po czterech latach podarował ją bowiem carowi Piotrowi I Wielkiemu, który przetransportował arcydzieło do Petersburga. Kilkadziesiąt lat później carowa Elżbieta przeniosła ją do pałacu w Carskim Siole, aż wreszcie – w roku 1941 zrabowali ją Niemcy. Najpierw trafiła do Królewca, a później ślad po niej zaginął.

Istnieje wiele hipotez co do miejsca ukrycia Bursztynowej Komnaty. Ze sporym prawdopodobieństwem można wskazać czternastowieczny zamek krzyżacki w Pasłęku, gdzie badania potwierdziły spore nagromadzenie bursztynu w niedostępnej części podziemi. Niektórzy poszukiwacze twierdzą, że legendarny skarb może znajdować się też w Krakowie, Giżycku, Górach Sowich, a nawet w Szklarskiej Porębie. Z drugiej strony, niewykluczone, że tajemnicze arcydzieło po prostu spłonęło w trakcie pożaru zamku w Królewcu, podczas alianckiego bombardowania.

Dziś wiemy z niezbitą pewnością, że wielu z zaginionych – także z tych opisanych tutaj – skarbów polskich władców nie uda się odzyskać już nigdy. Część z nich po prostu już nie istnieje, a losy pozostałej części potoczyły się w zbyt skomplikowany sposób, by udało się je wytropić. Wciąż za to mamy przedwieczne kroniki, przekazy historyczne i rozpalające wyobraźnię legendy, które elektryzują kolejne pokolenia poszukiwaczy. Chcemy wierzyć choćby w niewielką część tych legend. Nie dziś i nie jutro, lecz może kiedyś okażą się prawdą?

 

Tekst: Anna Kunicka

 
Licencje do zdjęć:
Fot. 1. Matejko – Królowa Jadwiga w koronie (zdjęcie na lic. GNU)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Matejko_Jadwiga.jpg
 Fot. 2. Szkatuła królewska (zdjęcie na lic. CC, autot Jannasch)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Royal_Casket.JPG
 Fot. 3. Bonda Sforza (zdjęcie na lic. GNU)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Bona_Sforza_(1491-1558).JPG
 Fot. 4. Bursztyn bałtycki  (zdjęcie na lic. GNU)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Amber.insect.800pix.050203.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *