browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Polanie nie gęsi. Najstarsze wyroby złotnicze znad Wisły

Posted by on 20 stycznia 2014

 

W Kazimierzu Dolnym znajduje się jedyne w kraju Muzeum Sztuki Złotniczej. Jedną z ciekawszych ekspozycji stałych jest kolekcja złotnictwa dawnego licząca niemal 700 eksponatów. Dzięki działalności Muzeum możemy poznać ponad 1000-letnie dzieje polskiego i europejskiego złotnictwa. Ale nie wszystko uda nam się tu zobaczyć…

 

Nadwiślańskie muzeum otwarto w 1979 roku. Od tego czasu szerokie rzesze zwiedzających mogą podziwiać wiekowe dzieła sztuki złotniczej. W Kazimierzu znajdziemy jednak niemal wyłącznie obiekty sygnowane, a więc oznaczone w taki sposób, by możliwe było jednoznaczne ustalenie miejsca i czasu ich powstania oraz określenie twórcy. Dzięki temu wprawdzie prezentowane eksponaty mają znacznie wyższą wartość naukową, ale też nie dają pełnego obrazu polskiego złotnictwa.

 

Mieszko1

Fot. 1. Mieszko I
zdjęcie na lic. Public Domain

 

Kiedyś sygnowanie wyrobów złotniczych nie było specjalnie powszechne. W związku z tym próba zrekonstruowania historii najstarszych wyrobów złotniczych znad Wisły musi opierać się także na źródłach innych niż tylko odnalezione skarby. Pomocne stają się stare kroniki, archiwalne dokumenty, wzmianki historyczne i… zwykle legendy.

 

Złota Kaczka

Na warszawskim Powiślu, na dziedzińcu Pałacu Ostrogskich, stoi tajemniczy pomnik przedstawiający… kaczkę. Nie byle jaka to kaczka, bo złota. Figurkę ustawiono tam na pamiątkę jednej z najbardziej znanych stołecznych legend: o Złotej Kaczce.

Ponoć pewien biedny szewczyk pewnego dnia usłyszał plotkę, że w podziemiach owego pałacu odnaleźć można Złotą Kaczkę. Ten, któremu się to uda, będzie bogaty. Szewczyk udał się więc na poszukiwania – niestety bezskuteczne. Gdy zmęczony i zrezygnowany błądził w lochach, nagle znalazł się w pięknej komnacie, całej ze złota i zdobionej srebrem. Jej dno pokryte było jeziorem. Pływała po nim Złota Kaczka. Napotkawszy szewczyka wręczyła mu 100 złotych dukatów, stawiając jednocześnie dwa warunku: wszystko musiał wydać w jeden dzień i nie mógł z nikim podzielić się pieniędzmi – wówczas pozostanie bogaty przez całe życie.

 Nasz bohater przyjął podarunek i wyruszył „w miasto”. Przez cały dzień kupował najdroższe towary, jadł, pił i bawił się. Wieczorem, kiedy sklepy i gospody już pozamykano, wciąż miał w kieszeni dukaty. Naraz spotkał w bramie biedaka, wojennego weterana, który poprosił go o pomoc. Szewczyk oddał mu resztę pieniędzy. Wtedy pojawiła się kaczka, przeklęła go i na zawsze zniknęła. Od tego czasu nikomu już nie udało się jej odnaleźć.

 Legenda o Złotej Kaczce przypomina nieco inną opowieść, tym razem z Dolnego Śląska.

 Otóż w niewielkim miasteczku nad rzeką Kaczawą istniały kopalnie złota. Miasteczko to do dziś nosi znamienną nazwę Złotoryja. Świetność złotoryjskich kopalni przypadała na czasy rządów księcia Bolesława Wysokiego, czyli mniej więcej na rok 1200. Wówczas wydobywano tam nawet 150 funtów złota tygodniowo, co stawiało je na pierwszym miejscu wśród wszystkich dolnośląskich kopalni. Niedługo potem jednak podupadły, aż w końcu – w XV wieku – zamknięto je całkowicie. Legenda głosi, że wszystkiemu winien bezwzględny kwestarz – mnich, który ściągał dziesięcinę czyli podatek. Dziesięcina była tak wysoka, że w końcu górnicy postanowili zaprotestować. Doszło do kłótni, a mnich zginął. Tuż przed śmiercią rzucił klątwę na wszystkie śląskie kopalnie złota. Od tego czasu złota na Śląsku już nie znaleziono.

 

Kopalnia złota - Złotoryja

Fot. 2. Korytarz kopalni w Złotoryi
zdjęcie na licencji GNU.

 

Tak naprawdę upadek złotoryjskich kopalni to skutek wydarzeń historycznych, a „początkiem końca” śląskiego eldorado była wyprawa Henryka Pobożnego przeciw Tatarom, wspierana przez górników, z których wielu poległo w bitwie pod Legnicą.

Obie przytoczone legendy mają jednak ze sobą coś wspólnego. Po pierwsze – pokazują, że złoto zawsze było w Polsce (podobnie, jak i na świecie) przedmiotem wielkiego pożądania, po drugie – potwierdzają, że kiedyś było go w Polsce pod dostatkiem, a po trzecie – przestrzegają przed zaślepieniem bogactwem, które ze złotem się wiąże. Przede wszystkim jednak udowadniają, że tradycje złotnicze już od najdawniejszych czasów były w Polsce żywe.

 

Z Gniezna do Trzemieszna

W legendach mowa jest o złocie, ale przecież sztuka złotnicza – choć nazwa może być nieco myląca – zajmuje się nie tylko obróbką tego szlachetnego kruszcu. Złotnictwo jest rzemiosłem, w ramach którego wytwarza się przedmioty także ze srebra, platyny, kamieni szlachetnych i innych drogocennych stopów metali. Współcześnie wyrabia się w ten sposób głównie ozdoby i klejnoty, ale dawniej tworzono także przedmioty codziennego użytku. 

W związku z tym warto przytoczyć jeszcze jedną legendę – a raczej fakt, bo o tej historii mowa jest w kronikach. W roku tysięcznym cesarz Otton III przybył do Gniezna. Była to pielgrzymka do grobu św. Wojciecha. Podczas tej wizyty spotkał się z ówczesnym księciem, późniejszym pierwszym koronowanym królem polski Bolesławem Chrobrym. Hojny książę po zakończonej uczcie miał podarować cesarzowi całą – wykonaną ze srebra i złota – zastawę.

Dziś nie wiemy ani co się z nią stało, ani kto ją stworzył. Można jednak sądzić, że przynajmniej część była autorstwa polskich złotników.

Formalne wzmianki o złotnictwie nad Wisłą pojawiają się dość późno, bo dopiero na przełomie XII i  XIII wieku. W kronikach mowa jest o wyrobie przedmiotów liturgicznych i zdobniczych na potrzeby kościoła. Znamy natomiast znacznie starsze zabytki złotnicze. W 965 roku czeska księżniczka Dobrawa Pzemyślidka, zwana w Polsce Dąbrówką, poślubiła Mieszka I, w darze wnosząc bogaty skarb złotniczy. Były tam między innymi dwa pozłacane kielichy, które dziś znajdują się w Trzemiesznie. Z historycznego punktu widzenia – trzeba je uznać za dziedzictwo polskiego złotnictwa, z „technicznego” –  raczej jednak czeskiego, bowiem wykonane zostały  najprawdopodobniej przez czeskich rzemieślników.

Szybki ewolucja sztuki złotniczej rozpoczęła się nad Wisłą dopiero w wieku XIV, kiedy to rozwinęły się duże i bogate miasta. Tym samym powstały dogodne warunki zarówno dla pracy rzemieślników, jak i rozwoju handlu.

Wśród najstarszych zabytków polskiego złotnictwa wymienia się zresztą między innymi kielichy podarowane rozmaitym kościołom przez Kazimierza Wielkiego, a także słynny relikwiarz św. Marii Magdaleny, który trafił w 1370 roku – również za jego sprawą – do kościoła w Stopnicy. Niestety, ten bezcenny eksponat uległ poważnemu zniszczeniu w czasie II wojny światowej.

 

Wazy króla Wazy

Jest niemal pewne, że polskie złotnictwo ma dużo dłuższą historię od tej, którą znamy. Niestety, w większości przypadków trudno jest ocenić, czy wyroby, o których mowa w starodawnych kronikach – podobnie jak te znajdowane podczas wykopalisk archeologicznych – wyszły spod ręki polskich twórców. Nie stosowano przecież żadnych oznaczeń, a analiza chemiczna na nic się tu nie przyda.

Z formalnego punktu widzenia sztuka złotnicza zyskała „prawo bytu” nad Wisłą dopiero w wieku XVI. To wtedy król Zygmunt III Waza uprawomocnił cech złotniczy, nadając rzemieślnikom status prawny i regulując tym samym prawo wykonywania zawodu. Warto wspomnieć, że Waza sam był zapalonym amatorem złotnictwa – do tego stopnia, że posiadał nawet na Wawelu własną pracownię! Emaliowane kubki i srebrne kielichy kościelne zachowały się zresztą po dziś dzień.

 

Święty Eligiusz - patron złotników

Fot. 3. Święty Eligiusz – patron złotników
zdjęcie na lic. Public Domain

 

Prawdziwy rozkwit złotnictwa w Polsce to właśnie wiek XVI oraz kolejne stulecie. Główne ośrodki rzemiosła ulokowane były w Krakowie, Lublinie i Gdańsku. Ponoć kunszt tamtejszych rzemieślników był tak wysoki, że konkurenci wysyłali na nich skargi do królów!

O tym, jak bardzo rozwinięta było ówczesna sztuka złotnicza świadczyć może doskonale chociażby krótki spis przedmiotów, które wtedy wyrabiano w zakładach rzemieślniczych. To między innymi: relikwiarze, monstrancje i kielichy kościelne, tryptyki i ołtarze, wazy, puchary, naczynia dekoracyjne, dekoracje kościelne, broń (na przykład kusze i szable), buławy, łyżki, łańcuchy, a nawet sprzączki do pasów i zwyczajnie guziki!

Większość z tych rzeczy nie zachowała się niestety do dnia dzisiejszego, a zbiory Muzeum Sztuki Złotniczej w Kazimierzu Dolnym może poszczycić się największą kolekcją tego typu wyrobów w kraju. Niemniej jednak, warto poszukać ciekawych eksponatów także w mniejszych ośrodkach muzealnych, bowiem naprawdę stare dzieła polskiej sztuki złotniczej są na tyle rzadkie i drogocenne, że stanowią dla każdego muzealnika powód do olbrzymiej dumy.

 Można więc komuś z Was uda się natrafić gdzieś na prawdziwą perełkę?

 

Tekst: Anna Kunicka

 

Licencje do zdjęć:
Fot. 1.  Mieszko I (zdjęcie na lic. Public Domain)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Mieszko1.jpg
Fot. 2. Kopalnia Złota – Złotoryja (zdjęcie na lic. GNU)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:KopalniaZlota.jpg
Fot. 3. Święty Eligiusz – patron złotników (zdjęcie na lic. Public Domain)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Petrus_Christus_003.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *